muariolanza
Promomixy zespołu
Muariolanza - "Muarioland" - BCD Records 2006

Długo wyczekiwany debiut Mariusza Orzełowskiego to pozycja dla fanów dźwięków nieoczywistych. Mroczny i tajemniczy pejzaż skonstruowany na styku eksperymentu i jazzujących wibracji niepokoi i porusza.

Przypomnijmy: Muariolanza to projekt multiinstrumentalisty Mariusza Orzełowskiego. Muzyk gra na gitarze, trąbce, basie i klawiszach. W nagrywaniu płyty pomagali mu przyjaciele, którzy tworzą także koncertowy skład Muariolanzy czyli: Leszek Hurtig – bas, Pier – perkusja, Dominik Mietła – trąbka, Marcin Babko – wokal. Gitara jest instrumentem, który wraz z procesorem i wieloma efektami komputerowymi pozwala uzyskać Muariolanzie autorskie brzmienie – ambient jazz. „Moja edukacja muzyczna była bardzo różnorodna – przeszedłem fascynację wieloma gatunkami: punk, metal, rock – w końcu dotarłem do jazzu, który łączę z ambientem” – opowiadał muzyk Ultramarynie. Dlaczego właśnie jazz? „Bo jest w nim miejsce na improwizację, emocje, zabawę tematami”. Skąd ambient? „Ambient znaczy otaczający” – tłumaczy Mariusz. „Czasami otwieram okno mojego mieszkania i nagrywam dźwięki rzeczywistości. Używam ich w moich kompozycjach. Imponuje mi, w jaki sposób robił to Brian Eno za pomocą systemu taśmy kamery pogłosowej.”

„Muarioland” to płyta w 100% skomponowana przez jednego muzyka. Jest to z pewnością oryginalny materiał, ale nie wolny od pułapki zbytniego synkretyzmu. Napięcie płyty zaczyna wygasać po sześciu utworach. Orzełowski nie oparł się pokusie umieszczenia na albumie kompozycji ze swojego innego projektu Młajli. Odmienny charakter tego przedsięwzięcia (psychodeliczna koncepcja nagrań ocierająca się o zbyt nachalną estetykę eksperymentującą) psuje spójność tego albumu. Pierwsze sześć utworów na albumie posiada bowiem zwartą i przemyślaną dramaturgię. Odrealniona atmosfera ambientowo-jazzująca złożona jest bowiem z plam dźwiękowych, zmienności nastrojów i tempa. Harmonijna nostalgia przeplata się z soczystą energią (co najbardziej widoczne jest w wyrazistym „Pyrzowice – Bangkok, Bangkok – Pyrzowice”). (Adrian Chorębała) ultramaryna

Muariolanza - "Po drugiej stronie Przemszy" - W moich oczach 2008

Muzycy śląskiej (jeszcze kilka lat temu pewnie by się za to stwierdzenie obrazili, bo przecież miasto, przez które przepływa Przemsza, to Sosnowiec) Muariolanzy ukuli na swoje potrzeby termin ambient jazz. Coś w tym jest. Ich długie (tytułowy utwór ma ponad osiemnaście minut!) rozimprowizowane kompozycje łączą w sobie wyraźne elementy jazzu (gęste partie trąbki) i muzyki tła, snującej się niepostrzeżenie gdzieś w kącie świadomości. Stąd też nie całkiem od rzeczy skojarzenie z muzyką filmową. Taką spod znaku starej awangardy, gdyż chwilami ma się wrażenie cofania w czasie do lat 70.

Kto widział Muariolanzę na koncercie, wie że ta muzyka opiera się na improwizacji, feelingu, spontaniczności. Kompozycje rozciągają się w kilkunastominutowe transy, wypełnione gitarowymi solówkami Mariusza Orzełowskiego i zapętlającymi się partiami trąbki Dominika Mietły. Ale Muariolanza to coś więcej niż nieuczesana, niepokorna kaskada dźwięków. To także obraz i słowo. Za wizualizacje i instalacje wideo odpowiada Żyła. Intrygujące filmy wideo wyświetlane są podczas koncertów na wielkim ekranie za zespołem. Teksty autorstwa Marcina Babko to jego wiersze deklamowane i wykrzykiwane, często w dość drażniący sposób – jednak bez wątpienia nadające zespołowi indywidualizmu.

W kompozycjach jest sporo funkowej energii, wręcz zmuszającej do tańca i też niektóre fragmenty mogłyby się sprawdzić na parkiecie, jednak za dużo tu chaosu i swobody twórczej, by wpuścić te utwory do dyskoteki. Materiał został nagrany w ciągu jednej pięciogodzinnej sesji. To pokazuje ogromny potencjał i zgranie zespołu. wearefrompoland.

Muariolanza home - EP 1 - Muariolanza home 2006

Muariolanza znaczy Jazz

Muariolanza to projekt, którego muzyczna ekspresja lokuje się gdzieś na styku jazzowych eksperymentów oraz ambientowych przestrzeni. Muzycy – wedle słów Johna Cage’a mówiących: “Cisza nie istnieje – wszystko jest muzyką” – śmiało czerpią z takich nurtów jak reggae, funk czy noise.

Nad projektem czuwa Mariusz Orzełowski – absolwent Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. To on skomponował cały materiał na debiutancki krążek formacji “Muarioland”. Jego instrumentem wiodącym jest gitara, która w Muariolanzie przetworzona przez liczne efekty gitarowo-komputerowe stanowi o niepodrabialnym brzmieniu zespołu. Wśród swych inspiracji jednym ciągiem wymienia Briana Eno, Johna Cage’a, Johna Coltrane’a, Jimi Hendrix’a, Joe Pass’a, Micheala Brook’a. Do tego pierwszego nawiązuje mówiąc o stosowanych przez siebie technikach urozmaicania swej muzyki: “Czasami otwieram okno mojego mieszkania i nagrywam dźwięki rzeczywistości. Używam ich w moich kompozycjach. Imponuje mi w jaki sposób robił to Brian Eno za pomocą systemu taśmy kamery pogłosowej.”

Poza materiałem studyjnym Mariusz Orzełowski przygotował w domowych warunkach dwie epki zatytułowane “Muariolanza Home”. Na pierwszej z nich, sam zagrał na wszystkich instrumentach. Wyjątek stanowi tu: tekst, głos, pogłos i melodika Marcina Babko w utworach: "Dźwięki Boru” i "Fuga do moich drzwi”.

Marcin Bieniek uwolnijmuzyke.pl
Muariolanza Home - EP 2 - Muariolanza Home 2007

Już w sobotę 28 lipca (2007) ambient-jazzowa Muariolanza rusza w trasę. Dzień po dniu zagra osiem koncertów w Galicji i Bieszczadach. W połowie sierpnia jeszcze dwa koncerty na Śląsku. Na dzień przed trasą ukazała się najnowsza EP-ka Muariolanzy „Home 2”. Zawiera sześć utworów („Czetoska”, „Cytra 2”, „Nieustające Wakacje”, „Swingujący Ptak”, „1900” i „Po Drugiej Stronie Wersji”) - wszystkie to kompozycje Mariusza Orzełowskiego, to on gra też na większości instrumentów. Wyjątek stanowi tu trąbka Dominika Mietły w pierwszym i czwartym utworze oraz pogłosy Marcina Babko w nagraniu „Swingujący ptak”. „Muariolanza Home 2” to część druga domowych nagrań Muariolanzy (okładka do wglądu na myspace.com). Można ją będzie kupić na naszych koncertach (podobnie jak poprzednie wydawnictwa: „Muariolanza Home 1” i „Muarioland”). netfan.pl.

Muariolanza - "Wszystko będzie innaczej" - W moich oczach 2009

Trzecia płyta sosnowieckiej Muariolanzy to wydawnictwo znacznie bardziej przystępne od poprzedniej Po drugiej stronie Przemszy, która w dużym stopniu bazowała na improwizacjach – przez co mogła być trudna w odbiorze dla osób mało „ujazzowionych”. Wszystko będzie inaczej to dość znamienny tytuł. Rzeczywiście jest inaczej. Może nie wszystko – muzyka Muariolanzy ciągle opiera się na jazzowo-funkowym groovie, dużą rolę odgrywa tu trąbka, zdarzają się solowe popisy instrumentalistów. Najważniejsze jednak, że tej płyty się po prostu dobrze słucha! Piosenki są krótkie, konkretne i wpadają w ucho. Już nie trzeba się specjalnie przygotowywać do odsłuchu :)

"Zgodnie z tytułem, na nowej, trzeciej już płycie, Muariolanza gra inaczej. Grupa nazywana "pierwszym polskim zespołem ambient-jazzowym" tym razem prezentuje 10 krótkich, konkretnych utworów, z których większość można nazwać po prostu piosenkami” (Onet.pl).

"Wszystko będzie inaczej" to zbiór dojrzałych, a przy tym melodyjnych piosenek. Są tu nieparzyste rytmy, jazzowe frazy, kosmiczne efekty i psychodeliczne brzmienia, ale całość jest przebojowa i łatwo zapamiętywalna. Oczywiście jest i ambient i jazz, ale też dużo funky, reggae, a nawet rocka. Są orientalne instrumenty i sample z Maroka. Wszystko w niespotykanej dotąd na polskiej scenie produkcji" - pisze wydawca.

Odważna grupa ta Muariolanza. Bezczelnie śpiewają, że "wszystkie zespoły grają tak samo", a do tego jeszcze wkleili w jeden ze swoich utworów głos Larsa Ulricha, który mówi, że jego ulubiony polski zespół to właśnie oni. I mają rację, bo materiał pod tytułem "Wszystko będzie inaczej", w pełni usprawiedliwia, nawet dużą dozę arogancji autorów. Słuchacze rocka czy alternatywy nie mają się co bać kroczącego za grupą określenia "ambient-jazz", ani korzeni wywodzących się z Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Na nowym krążku Muariolanza uderzyła w przystępność, nie gubiąc równocześnie nic z tego do czego przyzwyczaili wcześniej, free-jazzowych korzeni i psychodelicznych fraz. W swoich poszukiwaniach, jak deklarują "zaskakującej muzyki", na trzecim krążku skrócili swoje kompozycje, wielu z nich nadając przebojowy i taneczny szlif energetycznymi, funkowymi rytmami. Ten tylko pozorny miszmasz gatunkowy, doskonale uzupełniają osobliwe teksty Marcina Babko, czasem zabawne, czasem mądre i (auto)refleksyjne. Muariolanza gra zdecydowanie inaczej niż inni w kraju nad Wisłą i mogą żałować, ci którzy nie załapali się na koncert zespołu na tegorocznym OFF Festivalu. Wystąpili o wczesnej porze dnia i poza głównym terenem imprezy w parku Słupna, ale spokojnie deklasowali sporą część z zagranicznych gości festiwalu. Tej płyty zresztą na Zachodzie, też nie byłoby się co wstydzić.(Onet.pl)

Bardzo przyjemna płyta. W coraz smutniejsze jesienne dni pomaga na chwilę wrócić myślami do lata i wakacyjnej beztroski. wearefrompoland

Muariolanza - "Muafrika" - Falami 2011

Muriolanza to zespół, którym kiedyś, nie oszukujmy się... pogardzałem. Nazwa kojarząca się z proszkiem do prania jakoś nie była mnie w stanie przekonać do ich muzyki. Wraz z kolejnymi płytami to się jednak zmieniało. I teraz mogę już powiedzieć otwarcie – płytą Muafrika Muariolanza ostatecznie mnie kupiła.

Jak sama nazwa wskazuje, Muafrika jest płytą z wpływami muzyki afrykańskiej. I rzeczywiście, słychać to na tym albumie, ale spoglądać na nią tylko z tej perspektywy to wielkie nadużycie i głębokie niedopatrzenie. Cały materiał dźwiękowy prezentuje ogromną różnorodność stylistyczną i instrumentacyjną. Bo można tu usłyszeć nie tylko perkusję, gitarę czy trąbkę, ale też didgeridoo, baglamę, wibrafon, kalimbę, a nawet... kieliszki. I co najważniejsze – to bogactwo nie przytłacza a wręcz „niesie” całą płytę.

Całość rozpoczyna się przyjemnym dla ucha Afromatem. Świetnie brzmi tu partia trąbki oraz wszelkie perkusyjne wspomagacze. W ucho zapada nie tylko synkopowana partia gitary, ale również powtarzany wielokrotnie tekst: Zgadzam się na wszystko, tak na razie mi wygodnie/ Tak długo jak wiadomo kto w tym domu nosi spodnie. A potem jest Lakulumulu. Nienachalny, bardzo pozytywny i taneczny wręcz kawałek, który już hula po radiowych rozgłośniach całej Polski. I nie ma co się dziwić – dobrze zaznaczony rytm, rozimprowizowana trąbka czy lekko rockowa gitara budują świetną atmosferę. Warto posłuchać transowych Halo, halo – jestem blisko i Przerwanego. Klang uderza z kolei mocno rockową gitarą, dobrze wypunktowaną perkusją i iście klubowym, syntetycznym beatem.

Jest jeszcze Wunderbar pobrzmiewający w tle rytmami reggae, a Nanigo zasadza się na kieliszkowym motywie instrumentalnym. Zaskakujący jest Martwy punkt, kawałek prawie-że-hiphopowy z melorecytowanym tekstem i skreczami, który gdzieś w połowie rozpływa się trąbką żywcem wyjętą z Chrisa Bottiego. Od stawki odstaje mocno pokręcony harmonicznie i melodycznie Mały Budda. Koniec jednak jest znów bardziej konsonansowy pod postacią Chodzę po ogniu.

Warto jeszcze podkreślić, że Muafrika jest bardzo optymistyczną płytą. Bije z niej radość wspólnego muzykowania, a każdy dźwięk wydaje się być idealnie na swoim miejscu. Przy okazji, nie brakuje tutaj potencjalnych hitów radiowych (Lakulumulu jest tego najlepszym przykładem). Wszystko to składa się na spójny obraz Muariolanzy, która staje się jednym z ciekawszych zespołów na rodzimym rynku. wearefrompoland

Muario Lanza - "Jazzbient" - BTW Publishing 2013

Recenzja płyty ukaże się niebawem.

Autor: Adrian Zbilski